Aktualności

Borówka. Owoc tęsknoty za grą


Borówka. Owoc tęsknoty za grą

Kolejne wzmocnienie słupskiego zespołu. Na kilka tygodni przed rozpoczęciem sezonu na powrót do gry zdecydowała się Natalia Borowska. Bez wątpienia jej doświadczenie i umiejętności będą bardzo cenne w walce o kolejne ligowe punkty.

Karol Kotusiewicz: Dużo czasu minęło od Twojego ostatniego występu w pierwszej lidze..

Natalia Borowska: Dokładnie dwa lata, ale to nie znaczy, że nic nie robiłam. Od momentu kiedy rozpoczęłam pracę w roli trenera chłopców, zdarzało mi się trenować razem z nimi. Oprócz tego – wiadomo – bieganie i siłownia, bo mimo wszystko ruchu bardzo brakowało. Serce się krajało, kiedy widziałam dziewczyny w akcji. Pojawiła się okazja. Po rozmowie z Agnieszką Łazańską i trenerem Zakrzewskim doszliśmy do wniosku, że może warto spróbować jeszcze raz i pomóc zespołowi w tym roku.

Z czego wynikała Twoja przerwa w treningach?

Absolutnie nie ze znużenia. Raczej z obowiązków służbowych, wynikających z pracy w szkole i trenowania chłopców. Wiedziałam, że ja jako zawodniczka pogram jeszcze kilka lat, a praca zawodowa jest dla mnie bardzo istotna. Podjęłam decyzję, że skupię się na szkoleniu młodzieży. Trafiła się okazja, którą chciałam wykorzystać.

Ale głód sportowy powrócił…

Owszem, ale też coś innego – sytuacja w Słupi. Trochę dziewczyn opuściło klub, część próbuje swoich sił w Superlidze. Inne zdecydowały się wyjechać na studia. To spowodowało, że moja tęsknota za piłką była jeszcze większa. Po rozmowach z dziewczynami podjęłam więc decyzję, że moja obecność na ławce może się przydać. Nie oszukuję się, że po dwóch latach przerwy, będę filarem zespołu. Swoje miejsce widzę raczej na ławce – tam będę mogła pomóc trenerom, doradzić. Zawsze mogę też zmienić którąś z zawodniczek i zaskoczyć przeciwnika swoim doświadczeniem.

Po dwóch latach ciężko było wkomponować się w zespół?

Myślałam, że będzie dużo trudniej. Znamy się jednak długo, zarówno z boiska, jak i spoza niego. Ta nić porozumienia nie zniknęła. Dalej doskonale się rozumiemy. Jestem dobrej myśli.

To będzie Twój ostatni sezon jako zawodniczki?

Ciężko na to pytanie odpowiedzieć. W ogóle nie spodziewałam się, że wrócę. Dwa lata przerwy to dużo. Nie wykluczam jednak, że w przypadku kiedy moja osoba przyda się zespołowi, będę rozważać kontynuację kariery.

Później przyjdzie czas na karierę trenerską?

Cały czas się rozwijam pod tym kątem. Już teraz jestem trenerką kadry wojewódzkiej młodziczek. Kto wie, może w przyszłości uda mi się wejść do sztabu trenerskiego Słupi…

Która rola jest trudniejsza?

Zdecydowanie ta na ławce. Na boisku można pewne rzeczy wykonać samemu. Z pozycji trenera widać wszystko jak na dłoni – każde niedociągnięcie, każdy mankament. Tyle tylko, że nie na wszystko ma się wpływ. Nie zawsze zawodnicy czy zawodniczki wykonują polecenia. Tych ról nie da się porównać. Często jest tak, że obserwując grę swoich podopiecznych, albo Słupi, chciałoby się coś dołożyć od siebie, ale wtedy zdaję sobie sprawę, że przecież jestem trenerem.

 

 

11407160_1100174979996696_271792138742891125_n

Przygoda Natalii Borowskiej z piłką ręczną rozpoczęła się w Kwidzynie, w piątej klasie szkoły podstawowej. Jako młoda zawodniczka reprezentowała barwy miejscowego MTS-u. Później przeniosła się do Koszalina, gdzie – już jako seniorka – reprezentowała barwy miejscowej Politechniki. Tam występowała przez cztery sezony. Kolejnym przystankiem na drodze zawodowej kariery była i jest Słupia.